niedziela, 12 lutego 2017

22

* trzy tygodnie później
(Mery)
Więc, wszystko jest piękne, różowe i w ogóle. Skrzaty wygrywają, Damian z Pawłem zostali skazani na trzy lata, a Damian jeszcze będzie miał procesy za gwałt i zabójstwo... Mam nadzieję, że posadzą go na dożywocie...
Między Polcią i Mariem znowu wszystko gra i wszystko jest ok. Między mną a Nico też jakoś się o dziwo układa. U Polci jest różowo, owszem, a my... No cóż... Często się kłócimy, ale niemalże zaraz po kłótni jest ok...
Ale muszę wam powiedzieć nowinę, więc uwaga. Słuchanie mnie? Nie no, to był taki żart, ale na pewno mnie słuchacie? Dobra, dość tych tajemnic, po wielu latach, a konkretniej po prawie czterech latach odnowiłam kontakty z tymi dwoma jełopami Igłą i Ziomkiem. W zasadzie nie wiem co się stało, że urwał nam się kontakt... Ale można powiedzieć, że jest dobrze, a nawet lepiej niż było...
Więc aktualnie siedziałam w swoim pokoju i kłóciłam się na Skypie z Teo kto ma do kogo przylecieć na sylwka. Oczywiście Pianuś wyciągał swoje argumenty, że Luca, Filippo, Dragan czy Ivan przyjeżdżają na sylwka do Włoch, ale ja miałam jeden podstawowy argument.
- Misiek organizuje sylwka- powiedziałam środkowemu na co ten zatarł ręce.
- Wiesz co, może jeszcze przedyskutuję to z chłopakami, bo jak Misiek robi imprezę to grzech nie skorzystać- odpowiedział ze śmiechem chłopka.
- No widzisz- odparłam i usłyszałam jak ktoś wchodzi do mojego pokoju, na sam jego widok na mojej twarzy zagościł jeszcze większy uśmiech.- Wiesz co, zgadamy się jeszcze potem bo mam gościa- dokończyłam patrząc na przyjmującego.
- Aha... Siemka Nico!- Zawołał chłopak po angielsku.
- Siema Teo- odpowiedział Francuz stając obok mnie.- Nie miej mi za złe ale porywam ci koleżankę.
- Jasne, a potem na chrzestnych będą pytać- powiedział udając oburzonego.
- Spoczko, tylko na trening, obiecuję, że wróci w stanie nieruszanym- odparł ze śmiechem brunet i wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- No dobrze, tylko jej tam nie zabijecie...
- No ej, jestem na rozegraniu, nie przyjmuję ani nie bronię więc spokojnie.
- No niech ci będzie. Dobra, to trzymajcie się tam, a z tobą młoda damo jeszcze sobie pomówię.
- Tak jest ojcze- powiedziałam ze śmiechem.- Pozdrów tam wszystkich i trzymaj się.
- No ty też. Buziaczki pa.
- Pa- odpowiedziałam i się rozłączyłam.
Spojrzałam na Francuza który bacznie mi się przyglądał.
- No już mamusiu- powiedziałam zrezygnowana i ruszyłam swoje szlachetne cztery litery po torbę treningową.
Nico tylko się zaśmiał i bacznie mnie obserwował czy rzeczywiście biorę moją torbę. Kiedy tylko się spakowałam ruszyliśmy na halę. Co prawda byliśmy wcześniej, dużo wcześniej ale chciałam do porządku się rozgrzać, bo z tą rozgrzewką w towarzystwie tych ułomów to różnie bywa. Więc przebrałam się w mój strój, założyłam ochraniacze i z butami w ręce wyszłam na halę. Oczywiście ja, jak to ja usiadłam na podłodze i zaczęłam się "wczuwać" w miejsce. Kiedy chwilę posiedziałam zawiązałam buty i zaczęłam rozgrzewkę. Nie wiem ile się rozgrzewałam sama i kiedy Nico do mnie dołączył razem z Polcią. Cieszyłam się, że moja psiapsi znowu gra, bo wszyscy w końcu wiemy ile sprawia jej to radości. Ale wracając. Atakującą odrazu zauważyłam, ale byłam tak zamyślona, że dopiero kiedy przez przypadek wderzyłam w Francuza to oprzytomniałam.
- Sorki...
- Spokojnie Myszka, nic się nie stało.
- Na pewno?- Zapytałam, żeby się upewnić, bo wiem jaki jest Nico.
- Na 300%- odpowiedział i musnął moje usta, ale coś, a raczej ktoś musiał nam przeszkodzić.
- Ooooooooooooo... Jak słodko- powiedzieli równocześnie Misiek, Szampon, Kłosiu i Wronka.
Panie, daj mi do nich cierpliwość... Oboje tylko westchnęliśmy nad ich głupotą. Więc kiedy przyszła reszta była, dla mnie druga, dla nich pierwsza, rozgrzewka. Po podstawowych ćwiczeniach trener stwierdził, że zagramy sobie meczyk, a ponieważ nie chciał przemęczać Szampona i Uriarte to za tą dwójkę weszłyśmy z Polcią. Oczywiście grałyśmy po przeciwnych stronach siatki. Ja grałam z Wronką, Miśkiem, Facu, Marcelem, Piechem i Lisinacem a Polcia z Milczarem, Kłosiem, swoim kochanym Mańkiem, moim Nico, Marcinem i Cakim.
No nie powiem, nieźle był pomieszany pierwszy skład z drugim, ale jakoś udawało nam się grać bez najmniejszych przeszkód. Do czasu...
Kiedy mieliśmy przerwę miałam zamiar iść do Polci i z nią pogadać żeby pomogła mi przekonać Teo odnośnie tego sylwka, ale coś mi pokrzyżowało mój plan. A to coś to była ciemność przed oczami i to jest to, co pamiętam jako ostatnie...
(Nico)
Rozstaliśmy się z Mery przy wejściach do szatni. Stwierdziłem, że skoro mamy jeszcze trochę czasu to na spokojnie się przebiorę, więc tak zrobiłem... Na spokojnie przebrałem się w strój treningowy, założyłem ochraniacze i kiedy wiązałem buty akurat przyszła reszta zespołu.
- A ty co tak wcześnie Nico?
- A wiesz Misiek... Tak jakoś- odpowiedziałem przyjmującemu w ostatniej chwili gryząc się w język, że przyszedłem z Mery.- Wiecie co, ja już idę się rozgrzewać- dokończyłem i wyszedłem z szatni kierując się na halę.
Zobaczyłem, że rozgrywająca akurat się rozciąga więc pomyślałem, że może trochę pobiegam. Kiedy robiłem chyba dziesiąte kółko blondynka przyłączyła się do biegu. Trochę się zmartwiłem bo dosłownie nie kontaktowała, była tak jakby myślami gdzieś indziej, nie na hali, tylko w zupełnie innym miejscu. Coś nie było ok...
Dziewczyna "otrząsnęła się" dopiero kiedy przez przypadek wderzyła do mnie. Oczywiście, musiałem jej tłumaczyć, że na 300% się nic nie stało. Cała Maryś... Na potwierdzenie, że wszystko jest ok lekko ją pocałowałem ale musiały nam przeszkodzić te tłumoki jedne... No ludzie no, z kim ja żyję...
Ale wracając, po rozgrzewce podzieliliśmy się na dwa teamy, oczywiście znowu grałem przeciwko Mery. No ale nie powiem, dostałem od niej kilka czap. Dziewczyna bardzo lubi grać na granicy żółtej kartki. Wiecie, przedłużone spojrzenia w moim kierunku, które z zresztą sam odwzajemniałem. Kiedy była przerwa dziewczyna skierowała się do nas, ale nie udało jej się do nas przyjść bo w połowie drogi straciła przytomność.
Na całe szczęście na hali byli akurat Wojtek i Tomek, więc Wojtek się nią zajął, ale to nie oznaczało, że siedziałem spokojnie. Odrazu podbiegłem do blondynki. Była strasznie blada... Oczywiście nie obyło się bez wezwania pogotowia przez Tomka, na całe szczęście chociaż wcześnie przyjechało.
Kiedy tylko ją zabrali jeszcze w strojach treningowych pojechaliśmy razem z Mariem i Polcią do szpitala.
- Ale jak to nie może nam pani nic powiedzieć?!- Żołądkowaliśmy się w recepcji z rejestratorką kiedy usłyszeliśmy, że nie może nam udzielić żadnych informacji.
- Przykro nam, nie są państwo rodziną pani Błaszczyk, więc bardzo mi przykro, ale nie mogę udzielać informacji osobą spoza rodziny- tłumaczyła nam spokojnie pani w rejestracji.
- Ale ona jest sierotą, nie ma nikogo, ani rodziców, ani rodzeństwa, żadnej cioci, wujka, dziadków czy kuzynów, rozumie pani? Nic, zero, nul, jest całkowicie sama!
- Ja rozumiem pani zdenerwowanie ale naprawdę, musi to być ktoś z rodziny.
- Była żona jej chrzestnego, albo świadek z wesela chrzestnego może być?- Zapytała z nadzieją w głosie atakująca.
- Jeśli pani Błaszyk ma taką a nie inną sytuację to może być- odpowiedziała zrezygnowana rejestratorka.
- Dziękuję- odpowiedziała Polcia i zadzwoniła do kogoś.
Siedziałem jak na szpilkach... Nie miałem pojęcia co się dzieje, ani nie mogłem się dowiedzieć co się stało, bo jestem spoza rodziny. No co za non sens!!!
- Stary, będzie dobrze- powiedział Mariusz klepiąc mnie po ramieniu.
- Co będzie dobrze? Przecież my nawet nie wiemy co się z nią dzieje...- odparłem chowając twarz w dłoniach.
Przecież wszystko było ok, nic nie wskazywało na to, żeby coś się miało stać... Albo wcale wszystko nie było tak ok, a ja byłem kretynem i tego nie widziałem... Jak coś jej się stanie to nie daruję sobie tego.
- Może pani nie owijać w bawełnę tylko powiedzieć co się z nią dzieję?!- Usłyszałem znajomy głos po około godzinie czekania.- Nie, ale jestem przyjacielem jej świętej pamięci chrzestnego.
- Krzysiek... Ja jestem byłą żoną jej zmarłego chrzestnego, czy to pani wystarczy?- Nasłuchiwaliśmy z Mańkiem odpowiedzi ale jej nie usłyszeliśmy.- Dobrze, 316, możemy tam pójść?- Znowu cisza.- Rozumiem, a gdzie możemy go spotkać?... Czyli powinien tam być. Dziękujemy i przepraszam za kolegę- skończyła kobieta i usłyszeliśmy kroki w naszym kierunku.
No i kogo zobaczyliśmy? Krzyśka Ignaczaka, Łukasza Żygadło i jakąś kobietę, którą już gdzieś widziałem, ale nie wiem gdzie.
- Siema Igła, cześć Ziomek- przywitał się z nimi Mario.- Pani pozwoli, że się przedstawię, Mariusz Marcyniak, środkowy PGE SKRY, a to Nicolas Marechal, nasz przyjmujący.
- Miło mi was poznać, Agnieszka Gołaś- kiedy usłyszałem to nazwisko wszystko stało się jasne... Przecież to jest żona od jej kuzyna, czyli jej mogą powiedzieć wszystko, bo w sensie prawnym są rodziną.
- Nicolas Marechal- przedstawiłem się kiedy przyszła moja kolej. Kobieta zmierzyła mnie wzrokiem ale nic nie powiedziała.
Więc kiedy wszyscy byli już ze wszystkimi po imieniu ruszyliśmy w poszukiwaniu wyznaczonego pokoju. Kiedy tam dotarliśmy akurat wychodził z niego lekarz. Agnieszka odrazu do niego podbiegła.
- Przepraszam, ja jestem kuzynką Marysi, co z nią?- Zapytała odrazu lekarza.
- Witam panią. Ogólny stan pacjentki jest stabilni, odzyskała przytomność, mamy również wyniki badań- kiedy usłyszałem, że już jest przytomna omal nie pokładałem się z radości.
- To wie pan czemu straciła przytomność?
- Owszem, ale to chyba sama pani wyjaśni. Jak pani chce, to może pani do niej wejść.
- A mogę zabrać jeszcze trzy osoby?- Zapytała brunetka a lekarz tylko spuścił głowę.- Proszę, to są osoby bardzo ważne dla niej, osoby które były z nią zawsze w najtrudniejszych momentach, jestem pewna, że ich wsparcie psychiczne bardzo jej pomoże w wyjaśnieniu tego, czemu straciła przytomność.
- No dobrze, niech pani będzie- odpowiedział zrezygnowany lekarz widząc, że nie zmieni decyzji pani Gołaś.
- Dziękuję- odparła z uśmiechem.- Igła, Ziomek, Polcia, chodźcie- powiedziała do trójki i zniknęli za drzwiami.
Czekanie na  moment kiedy wyjdą było katorgą... W mojej głowie snuły się najczarniejsze myśli... Po prostu bałem się o nią, i to bardzo... Po około dwóch godzinach wyszli z sali, cała czwórka.
- I co z nią?- Zapytałem zrywając się na równe nogi.
- Sama ci powie co się stało- odparła Polcia z uśmiechem.
Bez namysłu ruszyłem do jej sali. Dziewczyna leżała pod oknem bawiąc się naszyjnikiem, który dostał odemnie. Odrazu do niej podszedłem i usiadłem na brzegu łóżka.
- Wszystko w porządku Mycha?- Zapytałem widząc jej załzawione oczy.
- Po części tak...
- Po części?- Powtórzyłem zaniepokojony jej odpowiedzią.
- Nico, bo ja...
(Pola)
Siema kochani! Tęskniliście za mną? Co za głupie pytanie, no raczej że tak... Może wszystko po kolej, wiec tak... Wszystko sobie z Mariuszem wyjaśniliśmy i jest cacy majonez, oczywiście kłócimy się jak to w starych małżeństwach bywa  (nie, nie braliśmy ślubu, tak jakoś mi się powiedziało), ale szybko się godzimy, bo nie ma sensu i czasu na jakieś strojenie fochów i wielkie obrażanie księżniczki, księcia czy majestatu... sorry... to nie z nami...
Wiec tak leżę sobie beztrosko na łóżku i śpię, kiedy do pokoju wbija mi Mario... Zabiera mi kołdrę, co moja reakcja była jednoznaczna...
-Maniek, Ty pało jedna... Oddawaj mi tą kołdrę. Dzisiaj śpię i nawet nie próbuj mi przeszkodzić- ale na nic moje słowa, gdyż on se wyszedł z nią z pokoju i poszedł dalej.
No myślałam, że go uduszę... Poszłam za nim dopiero, gdy ubrałam na siebie jego bluzę i swoje babcine skarpetki... Wchodzę do salonu, gdzie leżała zabrana przez mojego pacana rzecz, po która sięgnęłam i chciałam iść ale on mi to uniemożliwił... a jaki sposobem? No a takim ze przerzucił mnie przez bark tak po prostu... I chyba dobrze ze byliśmy przed kanapa bo się zaplątał i jak by tu grzecznie powiedzieć... hm... Wywalił orla ale oczywiście razem ze mną... Zaczęliśmy się z tego śmiać. Po czym wstał, przykrył mnie i poszedł do kuchni, by po chwili wrócić z talerzem naleśników oraz z kakałkiem i Nutellą i dżemem wiśniowym i jeszcze z serkiem... nie no ja go uwielbiam...
- Czy ja mówiłam, że jesteś najlepszym boyem i ze Cie kocham?
-Teraz Boy tak? A przedtem jak to było? Pało jedna?
-Wiesz ze ten komentarz był nie potrzebny, prawda?
-Teraz już tak... Ja Ciebie też...
-Ale co Ty mnie też?
- No... Kocham a co?
-Aaa... Ja Ciebie też...- Po czym chciał mnie pocałować ale ja mu wepchłam do buzi naleśnika, na co zrobił zdziwioną minę, a ja mu wysłałam buziaka i wzięłam się za jedzenie...
Kiedy już je zjedliśmy, Maniek kazał mi się zwijać bo idziemy se pograć... Wiec ja jak z procy poleciałam do pokoju by się spakować, ubrać i szybko do łazienki i do kuchni.
- A Ty czego jeszcze nie gotowy? Już się ruszaj a nie... Dawaj, dawaj... Szybciej to już się moja babcia 90-cio letnia szybciej rusza niż Ty... - Po czym poszłam ubrać kurtkę i buty a on po chwili dołączył do mnie i pojechaliśmy na hale, gdzie spotkaliśmy chłopaków...
Poszłam się przebrać i zobaczyłam ze jest Maryś, wiec szybko się przebrałam i poszłam na hale. Dołączyłam do rozgrzewki. Potem zostaliśmy podzieleni, na moje nieszczęście grałam przeciwko Maryś. No ej no... hyhym... To nie fair... Wiec grałyśmy sobie i była przerwa i poszłam se usiąść, napiłam się wody i czekałam aż wejdziemy z powrotem na boisko ale raczej już nie, gdyż Maryś się rozjechała... No super no... Wystraszyłam się i pobiegłam do niej i próbowałam ja obudzić ale na nic... Wojtek próbował ją ocudzić, a Tomek wezwał karetkę, która przyjechała szybko i od razu pojechaliśmy za nimi. Oczywiście Mariusz prowadził, kiedy dolecieliśmy do recepcji by spytać się o Maryś wystąpiło pytanie
-Czy państwo z rodziny?
I zaczęły się schody... Nie mogła pojąć ze ona i ja nie ma rodziny... Że wychowywałyśmy się w bidulu. W końcu się wkurzyłam i spytałam:
- Była żona jej chrzestnego, albo świadek z wesela chrzestnego może być?
- Jeśli pani Błaszyk ma taką, a nie inną sytuację to może być- odpowiedziała zrezygnowana rejestratorka.
- Dziękuję.
Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Krzyśka, on jest ostatnią nadzieją, bo jak nie to ja już nie wiem nic... Odebrał dopiero za 3 razem, kiedyś to ja go uduszę za ten telefon.
-Przepraszam, ale ja...
-Igła, ja Ci zaraz dam nie odbierać od mnie telefonu. Guzik mnie to obchodzi masz 30 minut by znaleźć się w szpitalu na Czaplinieckiej, tego wojewódzkiego im. Jana Pawła II, bo mamy problem...
-Co się dzieje?
-Maryś jest w szpitalu i te ćwoki nie rozumieją, że straciła swoich rodziców i nie chcą nam udzielić informacji o niej... Igła ja tu zaraz wykituje...
-Pola ale ja nie jestem członkiem rodziny...
-Możesz bo byłeś świadkiem na ślubie Arka...
-Ok... dobra już jadę....
-Igła?
-Tak Polu?
-Czy Ty przywieziesz Age?
-Skąd wiedziałaś?
-Przeczucie... Masz 1h nie dłużej...
Oczywiście potem napisałam by jechał ostrożnie, bo nie chce by mu coś się stało...
Za nim przyjechał próbowałam się coś dowiedzieć ale na nic moje próby... Gdyby nie Mariusz chyba bym rozniosła ten szpital. Wyszłam ochłonąć a tu podjeżdża Igła z Ziomkiem i Aga... Podleciałam do nich i mocno przytuliłam.
- Dziękuję, że przyjechaliście... Jeszcze chwila a bym rozniosła to wszystko...
-Wiesz te korki, a tak bylibyśmy szybciej...- powiedział Ziomek.
Kiedy chciałam coś powiedzieć, czyli ze są głupi i maja szczęście, że ich nie złapała policja, zobaczyłam ze nie ma Krzyśka... Spojrzałam jednoznacznie na Age, która razem ze mną zaczęła biec od razu w kierunku wejścia. Jak się wcale nie myliłam był tam Igła, który zaczął się kłócić z ta babką... Ziomek odciągnął go, gdyż Aga nie miała jak go uspokoić. Jej przekazali na szczęście informacje gdzie jest i kto się nią zajmuje oraz gdzie go aktualnie znajdziemy... Po czym szybka akcja przedstawienia się kto i co i z językiem na wierzchu polecieliśmy do lekarza, który ja prowadził. Wypytaliśmy o wszystko i potem mogłam wejść do niej razem z Aga, Igła i Ziomkiem. A on to co nam przekazała to potem nie mogłam uwierzyć... Pytałam ja chyba z 100 razy czy to prawda, a odpowiedz była taka sama... Igła oczywiście zrobił się jakiś przewrażliwiony ale Ziomek stanął w obronie Marysi i przez dłuższy czas nikt się nie odzywał. Aga z nią rozmawiała i wszystko wypytywała, a potem wszystko wróciło do normy i zaczęli się śmiać i żartować. Ja chyba pierwsza raz od dawana nie wiedziałam co powiedzieć... Wyszłam z tam tąd zamurowana. Nico od razu mnie dopadł i chciał wiedzieć co z nią jest, nic mu nie powiedziałam gdyż Maryś sama musi mu powiedzieć... Wiec poszedł niepewnie a ja co, no nic wtuliłam się w Mario
(Mariusz)
Kiedy Pola wyszła wiedziałem, że jest coś nie tak... ale kiedy się we mnie wtuliła to już się wystraszyłem. Zacząłem ja pocieszać.
-Hej Misia, wszystko będzie dobrze...
-Mariusz zamknij się i mnie po prostu przytul... Bo gadasz bez sensu...- odpowiedziało a mnie wcięło.
Czekałem tak długo aż mi powie co się dzieje, ale się chyba nie doczekam, kiedy Nico wyszedł to Pola wleciała do niej jeszcze... Nico był taki sam jak Pola kiedy wyszła za pierwszym razem, tylko, że do niej docierały moje słowa a do niego ani trochę... Zaczął mówić coś po swojemu... A ja nic nie rozumiałem... I trzeba było się uczyć jak kazali a nie teraz stoisz jak kolek i nie wiesz o co chodzi... Dałem sobie spokój, potem wyszedł Igła z Ziomkiem... A Ci to dopiero jak na haju... Boże... O co chodzi... Dopiero z kim mogłem chociaż trochę porozmawiać to była Agnieszka ale dowiedziałam się tyle co z tąd do Portugalii... A tak serio to nic, tylko rada BĄDŹ CIERPLIWY... No kurde... Całe życie jestem... Po jakieś 1h wyszła Pola, a dokładnie to została wyrzucona przez pielęgniarkę, gdyż skończył się czas odwiedzin... Nico powoli wstał i ruszył do samochodu, Pola tylko cicho wyszeptała czy idziemy i czy mógłbym ja podwieść do mieszkania. No oczywiście, że to zrobiłem. Kiedy byliśmy już poszliśmy wszyscy razem na górę. Nico dalej śnił na jawie, Pola zaczęła nucić pod nosem... WTF?! Nie wiem co mam robić... A najgorsze jest to ze Pola mówi po francusku... Zapomniałem powiedzieć Pola interesuje się językami (tymi do mówienia jak coś) i zna już niemiecki, grecki, koreański, no francuski i angielski ale to jak mówiła były najgorsze których mogła uczyć ale trudno i zna też olaboga rosyjski... Życie nie wybiera, teraz uczy się hiszpańskiego i portugalskiego... Nie wiem po co ale dobra... No i ja tak siedzę w kuchni, a Pola nagle zaczyna śpiewać sobie... Ja na nią patrze i takie o co chodzi, a ona, że powie mi wkrótce albo Maryś mi powie... No to ok... Ale spojrzałem na nią a ona z tekstem:
- Tak ze mnie tego nie wyciągniesz, wiec możesz śnic, a Nico zapomniał języka wiec jedynie to francuski, wiec życzę powodzenia...- No i takim sposobem moja własna dziewczyna mnie zgasiła.
Poszedłem do łazienki żeby się umyć i kiedy wychodziłem podsłuchałem kawałek rozmowy i to co usłyszałem ścięło mnie z nóg... Wpadłem do tej kuchni i takie
-To prawda?!
-Ale co?- spytała Pola.
-To, że Mery jest...
-Tak...- przewała mi Pola. - Jeśli komuś powiesz to gwarantuje ze urwę Ci jaja i przywieszę do czoła...
-Obiecuje nikomu nie powiedzieć...
-Mam nadzieje...- odpowiedziałem, po czym pomogłem przy kolacji, oczywiście ją zjeść i posprzątałem razem z Nico, bo Pola poszła się kąpać...

******************************************************************************************************************

Cześć wszystkim!
Mam nadzieję, że jeszcze ktoś z nami jest...
 Przepraszamy za obsuwkę, ale wiecie, szkoła nie daje żyć...
Nie chcemy się zbytnio tłumaczyć, bo chyba każda osoba z LO nas zrozumieją, a jak się do tego jeszcze doda to, że Tośka chodzi do SMS'a, a ja jeszcze do muzycznej, to tego czasu jest naprawdę nie wiele... 
Ale dobrze, nie wiemy kiedy pojawi się następny rozdział... 
Trzeba po prostu śledzić bloga.
Nie wiemy czy to będzie jeszcze w tym miesiącu czy w marcu, kwietniu, czy kiedy...
Naprawdę nie mamy zielonego pojęcia...
JEŚLI KTOŚ TU JESZCZE JEST PROSIMY PO PRZECZYTANIU O KOMENTARZ CZY MAMY PISAĆ DALEJ!
Więc miejmy nadzieję, że do zobaczenia w następnym rozdziale.
Buziaki Tośka&Zuśka ;*